29 maja 2017

Plener 2017 - Darłówko

Do ostatniego dnia twierdziłam, że jedziemy do Dziwnówka, nawet na jednym ze szkiców tak napisałam - trzeba to poprawić.

Jak było?
Sami zobaczcie :)

 Minęliśmy Wrocław...


Potem byliśmy gdzieś tu:
Fajne uczucie przejechać całą Polskę, być tak daleko od tego co ma się na co dzień.


Wypakowana wyszłam z pokoju, parę kroków dzieliło mnie od schodów na plażę, kiedy po nich wchodziłam w mojej głowie plątały się myśli, serce zaczęło mi bić szybciej, wiedziałam co zaraz się stanie, powróci to uczucie które już raz przeżyłam - pięć lat temu. Jeszcze tylko parę schodów, podest i znowu parę schodów - prawie biegłam!
Przede mną wyłonił się horyzont, tak daleki, że aż zachciałam zobaczyć co jest dalej, ale był jeden problem - nie potrafię pływać. Przypomniałam sobie to uczucie kiedy stałam na przełęczy i ogrom gór mnie przytłaczał a ja poczułam się jak mała, nic nie znacząca istota w porównaniu do tych potworów, poniekąd to było podobne, ale bez tej adrenaliny. Wzięłam głęboki wdech w płuca i zamknęłam oczy - tutaj nie musiałam się bać, że zaraz spadnę.











 




Proste uliczki, jednak mają w sobie to coś. Może właśnie ta ich prostota i kręte zaułki sprawiają, że są jakby namalowane, a ja jestem typem dziewczyny, która właśnie najbardziej lubi takie dróżki i zagłębia się w nie z papierową mapą w ręce :)


  









Co dzień wieczorami chodziłam nad morze, niekiedy z przyjaciółmi, niekiedy towarzyszył mi znajomy głos w słuchawce, a niekiedy sama. Spacerowałam po brzegu dotykając bosymi stopami chropowatego piasku i pozwalając na dotyk lodowatego przypływu. Zbierałam muszle idąc tym brzegiem i tracąc poczucie czasu, nie było trudno, plaża była prawie pusta.
A czasem siadałam na suchym piasku patrząc przed siebie i słuchając szumu fal zderzających się o siebie nawzajem, pisałam wiersze przed zachodem słońca.
Zrobiłam jeszcze coś, spełniłam marzenie dziecka, które odebrało mi morze w porcie.











 









A ja chcę podziękować wszystkim przyjaciołom, znajomym, nauczycielom, przechodniom z ulicy, którzy podchodzili i rozmawiali ze mną jak gdybyśmy się znali parę lat, rybakom, zachodom i wschodom słońca i zatopionym statkom.

Ahoj załogo!











23 maja 2017

Trzy rodzaje śmierci - trzy rodzaje miłości

Dziady - obowiązkowa lektura w liceum, chyba każdy ją czytał. Nie przyznawaj się jeśli nie, a nawet streszczenia omijałeś szerokim łukiem a jedyne co miałeś to notatki starszych kolegów.

Mickiewicz wspominał o trzech rodzajach śmierci; pierwszą - kiedy umiera się ze starości, drugą - kiedy umieramy z miłości i trzecią - ostatnią - kiedy umieramy za grzechy, samobójstwo.

Ja dodałabym czwartą- kiedy umieramy dla samego siebie.
Ale nie pora przyszło mi mówić o śmierci, nie do tego zmierzam, nie o tym ma być dzisiejszy, tak bardzo zapomniany zwykły wpis, dzisiaj ma być o miłości bo, zakochałam się.
Tak moi drodzy.
Ale nie tak po prostu, zakochałam się w starszym mężczyźnie, który siedział na przeciw mnie w autobusie, starszy pan dziadek w garniturze, łososiowym krawacie i marynarce, z pomarszczoną gładką twarzą i drewnianą, brązową laską.
Zakochałam się pod względem piękna, tak jak dziecko zakochuje się w pluszaku i szarpie za rękaw mamę, prosząc by go kupiła.

Istnieją nie tylko trzy rodzaje śmierci, są też trzy rodzaje miłości;
Miłość dla męża/żony,
Miłość do rodziny, bliskich, ojczyzny
I miłość porównywalna z zachwytem do piękna.

"W miłości i na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone'' .

 

 


6 maja 2017

Bez sił






Bez sił.
Umieram bez sił
Zwrócona głową w stronę okna.
Za nim noc - najbliższa mi istota.

Krople deszczu umarłe na szybach,
Świecą jak ostrza żyletki.
Raz tylko dotkną mojej dłoni
A wodospad krwi rozgrzeje umysł.

Zamknę oczy i zasnę,
Nigdy więcej nie zaglądając potworowi w źrenice.



17 kwietnia 2017

Dziewczyna w słomianym kapeluszu



To było zwykłe miasto-
Tramwaje uciekały po torach,
Doganiając spóźnionych do pracy kierowców.
Jakaś pani w słomianym kapeluszu pędziła przez miasto na rowerze,
Z podskakującymi w koszyku polnymi kwiatami.
Za furtką pies zdzierał swoje gardło
Próbując przestraszyć nielubianego listonosza.
Samochód z lodami wyłaniał się z za rogu
Grając dobrze nam znaną melodię,
A dzieci z balonikami wypełnionymi helem
Ustawiały się w kolejce po lody.
Dwójka zakochanych ludzi spacerowała po parku, trzymając się za ręce,
A niedaleko poczty, starszy pan powoli przechodził przez jezdnię,
Tuż obok zdenerwowanej dziennikarki kurczowo wymachującej rękoma przy rozmowie telefonicznej.

Nic dziwnego się nie stało,
Nikt nikogo nie zabił.
Nikt ze zranionym sercem nie planował skoczyć z mostu.

A ludzie mijali się, nie mówiąc sobie nawet "dzień dobry".


Zagubiony


Czasami nocami patrzę w gwiazdy.
Szukam w nich Ciebie.
Zastanawiam się, czy może Ty robisz to samo
I razem spoglądamy w naszą gwiazdę...
A potem uświadamiam sobie, że przecież rano wcześnie wstaję...

6 kwietnia 2017

Urodzeni



Urodzeni
W betonowym świecie, łapiący oddech czekamy na śmierć.
W kącie stoi walizka, już czas się żegnać.
Przetarte rogi i poluzowane pasy.
Za kwadrans przyjedzie po mnie
Biała lokomotywa, odjedzie w nieznane.

Wokół czarno - białe fotografie
Oblane kwasem, by szybciej spłonęły.
Szubienica stoi pusta a czas pali mnie żywcem.
Każda część mnie odchodzi w zapomnienie.
Prochy już tańczą ostatniego walca,
Tak dobrze znanego jeszcze za życia.

15 marca 2017

Ty.

Najgorsza była świadomość.
Ja odjeżdżam, kiedy Ty zostajesz.
Idąc prostą drogą chciałam zawrócić,
Bo nie widziałam sensu by być osobno.
Jakaś część mnie mówiła, że mam pozostać, druga, że mam biec dalej.
Moje serce zamarło, wraz ze słońcem kryjącym się za horyzont.
Uwierz, że chciałam wtedy być z Tobą.
Pić słodkie wino i patrzeć w gwiazdy.
Nawet gdyby winem miała być oranżada,
A gwiazdami niedoschnięta farba na płótnie.

1 marca 2017

Deszcz



Obudził mnie deszcz,
Stukał paznokciami w szyby mojego pokoju
Zupełnie jakby ktoś grał
Cieniutko uderzając w klawisze.
Obudził mnie deszcz,
A miałam wrażenie, że to Ty
Stukasz w moje okno.